...i inne opowieści dziwnej treści :), Od ekshibicjonistki...

Ludu Krakowa!

mapa

Zapomnij o korzystaniu z wyszukiwarki połączeń MPK! Oto nadszedł czas upgrade’u, po którym z w miarę przyzwoitej, wyszukiwarka stała się beznadziejna. No dobrze, wcześniej nie działała może idealnie i dawała minutę na oblecenie na przykład calusieńkiego Ronda Mogilskiego albo coś, ale przynajmniej nie dowalała totalnych bzdur co i rusz.

A to, co dziś zobaczyłam w wynikach wyszukiwania mnie rozłożyło na łopatki. Pech chciał, że zachciało mi się z rana pojechać do lekarza. Na Kopernika, czyli w sumie jakby na Mogilskie. Wstukałam więc jako przystanek początkowy Park Wodny, jako końcowy Rondo, żeby znalazło mi wszsytkie bezpośrednie autobusy (bo kilka ich jedzie). A jakie wyniki mi wypluło? No zupełnie jakby bez przesiadek nie dało się dojechać!

Połączenie 1

Połączenie 2

Połączenie 3

I wszystko pięknie, ślicznie, tylko po jakiego grzyba jakiś mądrala od wyszukiwarki każe mi się przesiadać po przejechaniu przystanku z jednego autobusu na drugi, który na dodatek staje też na przystanku początkowym, przy Parku Wodnym?

No tylko papatrzcie, jaką zajefajną mapkę nawet pokazuje, żeby się człowiek nie zgubił:

Mapiątko

No to się nazywa wyboraźnia! Popatrzcie tylko na MPKowskie znaczki na mapce. Trzeba mieć fantazję, żeby kazać komuś wsiąść w autobus, przejechać przystanek (czerwona linia), potem wysiąść, przelecieć się przez całe Rondo Barei, a to tylko po to, żeby wsiąść w autobus, w który można było wsiaść na samym początku, pod Parkiem, bo i 152, i 125, i 128 tam staje, a potem jedzie prosto nigdzie nie zbaczając, jak widać po turkusowych strzałkach.

Jak ciocię Stasię kocham, ktoś się musiał mocno w główke uderzyć… Żeby jeszcze to Rondo Barei to był jakiś zabytek klasy światowej, pod ochroną UNESCO czy kto wie co tam jeszcze. Ale nic z tego, takie se rondko, trawka na środku, jedno drzewko i warzywniak w pobliżu, nic oszałamiającego 😉

Ogólnie więc uznałam dziś rano, że o wyszukiwarce można zapomnieć, bo skoro potyka się i wywala na łeb przy takich prostych trasach, to strach myśleć, co by było, gdyby zapodać jej coś bardziej skomplikowanego. Wolę nawet nie próbować.

Idąc tym torem rozumowania, popołudniu, wyprawiając się do drugiego lekarza (no co, jak już się załatwia, to raz a dobrze, a potem długo z głowy, co nie? ;)) nie sprawdzałam już wyszukiwarką połączeń, tylko sprawdziłam zwyczajnie rozkłady jazdy.

Też niepotrzebnie. W mieście panował już taki sajgon, że wszelkie rozkłady pełniły funkcję wyłącznie humorystyczną. Jak wyszłam do lekarza koło 16tej, tek wróciłam przed 22gą. Rzeźnia!

Najpierw doczłapałam do przystanku, czekałam raptem 35 minut na jeden z autobusów, które kursować powinny co 10 minut 😉 Doczekawszy się wśród ogólnego narzekania i mękolenia współtowarzyszy niedoli, wsiadłam szczęśliwa, ale szybko tego pożałowałam. Korki były takie, że autobus poruszał się w tempie żółwia szachisty korespondencyjnego. Przejechałam całe szalone dwa przystanki, ale gdy zaczęły nas niczym biegiem wyprzedzać dzieci idące tiptopkami, moja cierpliwość się wyczerpała i wysiadłam. Nie ja jedna zresztą, wysiadła cała zgraja ludu, który skierował się ku Mogilskiemu. Wyglądaliśmy jak jakieś stado kiboli wypuszczonych po meczu 😉 Brnąc w śniegu i mijając raz po raz stojące autobusy, przedreptałam marszem z Pilotów na…. Stradom. I do lekarki weszłam zaledwie godzinę spóźniona, na dodatek wyglądając, jakbym wypadła z oka cyklonu. Buty miałam przemoknięte na amen, o skarpetkach nie wspomnę, a dżinsy do wysokości kolan były totalnie nasiąknięte wodą i zamarznięte na kość. Obraz nędzy i rozpaczy 😉

Podczas wizyty lekko odtajałam, ale jak pomyślałam, że mam jeszcze z powrotem odmrażać stopy w trakcie kilkukilometrowego marszu, to ogarnęło mnie zwątpienie. Z niepewnością ruszyłam ku przystankowi, postałam w oczekiwaniu na autobus i wsiadłam, zobojętniała już na to, jak długo przyjdzie mi jechać. Grunt, że było względnie ciepło 😉 Po wejściu skierowałam się sprytnie ku przodowi autobusu, bo przednie drzwi kierowcy otwierają zawsze ciut niechętnie, więc tam jest najcieplej 😉 Do tego miałam stały nasłuch na komunikaty dla kierowców, a czasem boki można było zrywać 😉

Kierwocy! Prosimy o szczególną uwagę w okolicach przejść dla pieszych. W zamieci piesi nie zwracają uwagi na sygnalizację i nie rozglądają się na boki. Co i tak nie ma znalecznia, bo wszystko stoi. Prosimy zachować ostrożność.

Kierowcy stoi… Powtarzam: kierowcy, stoi cała Zakopianka. Dwa TIRy coś tam coś tam, prosimy o coś tam coś tam.

😉

– Kierowcy, prosimy o otwieranie drzwi na każdym przystanku. Pasażerowie skarżą się, że są więzieni w pojazdach wbrew swej woli. Prosimy nie więzić pasażerów.

Ale i tak wszystko pobił kierowca 128. Stanęliśmy w definitywnym korku na Brodowicza, no po prostu ani metra do przodu w ciągu kwadransa. W pewnym momencie patrzymy, a kierowca otwiera sobie drzwi i… wychodzi 😀 Co jest? Bunt na pokładzie czy co? Wszyscy z napięciem śledzili kroki kierowcy, a ten, kapeńkę speszony powszechnym zainteresowaniem, dwa razy okrążył jakieś krzaczki, a potem stanął pod drzewkiem 😀 😀 😀 I jak gdyby nigdy nic, załatwiwszy potrzebę, za moment wrócił za kierownicę 😉

Tak czy owak, dzisiaj miasto ogarnął totalny PARALIŻ. Ja wróciłam do domu tak przemarznięta, że napierw ściagałam przemoczone buty i zamarzięnie spodnie, a dopiero potem resztę 😉 Kwadrans grzałam zlodowaciałe stopy w ciepłej wodzie, wypiłam hektolitr herbatki malinowej i liczę, że całe moje dzisiejsze wyjście nie zakończy się jakimś gigantycznym zapaleniem płuc ani grypskiem. Choć w kościach ciutkę mnie jakby łamie…

Brrr… Mówiłam już, że nie znoszę zimy? 😉


Related Posts

2 komentarze o “Ludu Krakowa!

  1. Monika pisze:

    Ja chciałam poruszyć dwie sprawy.
    Po pierwsze – jaki masz bajer na blogu…. słowa „sajgon” oraz „herbatka malinowa” po kliknięciu przekierowują na inne strony (sajgona na Waszą miejską, a herbatka na Twoją notkę sprzed roku). Łałłłł 🙂
    Po drugie – nie wiem jak inni, ale co z tymi nowymi cudami? Miało być szkło i agaty. I w ogóle.
    Wyszukiwarka…. hmmm…. podobną fantazję ma wyszukiwarka na stronie pkp. Trasę do moich rodziców (ok 80 km) proponowała mi pokonać w ok. 10 godzin z kilkoma przesiadkami, a z powrotem jadąc do Warszawy i wracając do mnie.
    W sumie – czemu nie…. ona chyba pokazuje Ci, że możesz sobie robić kółka, przesiadać się etc 😉 Żeby nie było, że nie możesz 😉 A logiki lepiej w tym nie szukać.
    Zdrowia życzę 🙂

    1. admin pisze:

      Moniczko, Ty jesteś po prostu poganiaczem idealnym 😀 Jakbym miała taką promotorkę (choć moja była super, złego słowa nie powiem!) to bym się pewnie nawet obroniła w pierwszym terminie! Powinnaś organizować kursy i inne takie 🙂

      Ale nie no, muszę Cię zawieść – agaty i dmuchaki będą chyba gdzieś na końcu nowościowej kolejki, bo teraz będę lecieć ze Swarami, mam dużo różnych różności z nich 😉 Wieczorem postaram się Wam pokazać, co kryształy robią na rurce 😉 A potem coś, nad czym głowiłam się dobre dwa czy trzy lata i wreszcie wykombinowałam 😉 (umiejętności mi się zwiększyły ciut, to byłam w stanie ;))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *