...po służbistkę ;), Co nowego, a co w planach?

Pudrowy różyk czekać nie może :)

Kolczyki w pudrowym różu

Czyli wpis z cyklu „Co by tu robić, żeby nie zasiadać do VATu”. Jutro bowiem 25 października, czyli (choćby się nie wiem jak chciało temu zaprzeczać ;)) ostateczny termin złożenia deklaracji VATowskiej za III kwartał. Oczywiście nie muszę dodawać, że dla mnie „ostateczny termin” znaczy tyle, co po prostu „termin”, podobnie jak „do dnia” znaczy „dnia” 🙂 Nie będę zaprzeczać, że należę do osób, które cierpią na ekstremalną formę prokrastynacji i jeśli coś trzeba zrobić do dziesiatego, to nie ma szans, po prostu nie ma najmniejszej możliwości, żebym ja to zrobiła choćby dziewiątego wieczorem. Jeśli kiedyś coś takiego zajdzie, pamiętajcie – będzie to znaczyło, że ktoś Marisellę uprowadził i podmienił na porządniejszy model 😉

Ale nie, to zupełnie nie tak, że ja się nie staram, co to to nie. Po prostu zawsze coś staje mi na drodze, aż deadline nie wisi nad głową i wali mnie po niej gumowym młotkiem 😉 I mam niestety taki ficzer (to po mamusi ;)), że o wiele efektywniej pracuje mi się pod presją czasu. Jeśli mam na coś dwie godziny, zrobię to w dwie godziny. No, może w dwie godziny i dziesięć minut 😉 Jeśli na to samo będę miała dwa tygodnie, będę się z tym dwa tygodnie babrać, po czym zasadniczą część zrobię i tak w te dwie ostatnie godziny. To silniejsze ode mnie, nie ma co walczyć 😉

Do tego dodać należy jeszcze naturalną chyba u wszystkich (mam nadzieję!) tendencję do gwałtownych przewrotów w hierarchi życiowych priorytetów, gdy jakaś nieznośna robota nad głową wisi. Gdy na studiach wiedziałam, że czeka mnie egzamin z jakiegoś nudnawego przedmiotu typu literatura staropolska albo inny tego typu dyrdymał, nagle wszystko stawało się ważniejsze od czytania Pisma Świętego w przekładzie księdza Wujka. Dni przed egzaminem to był okres, kiedy w domu na stół wjeżdżał zdrowy trzydaniowy obiad slowfoodowy, kiedy nagle zauważałam kurz na meblach i paprochy na podłodze, kiedy koniecznie trzeba było posprzątać w szafach i szafkach, umyć wszsytkie okna, wyszorować szczoteczką do zębów fugi między płytkami w łazience, wypastować podłogi, poprać i poprasować firanki, wytrzepać dywany, a na koniec jeszcze pozmywać klatkę schodową 😉 Jeszcze trochę, a gotowa bym była pójść do sąsiada i zapytać, czy nie potrzebuje przypadkiem pomocy w przemeblowaniu piwnicy 😉 Byle tylko nie siadać do nauki 😉

Taaaaakk… oficjalana edukacja się skończyła, ale prokrastynacja we mnie kwitnie sobie w najlepsze, a skoro deklarację VAT-7K złożyć trzeba do jutra, to jasnym jest, że dziś jeszcze daleka jestem do odczuwania potrzeby jej bezzwłocznego wypełnienia 🙂 Dlatego właśnie pospałam dziś dłużej („w końcu kiedyś trzeba się wyspać!”), zjadłam długie i pyszne śniadanko („no co, śniadanie to podstawa!”), pozmywałam po śniadaniu („nie można hodować brudu, kiedyś trzeba zacząć sprzątać na bieżąco”), wymieniłam kotom kuwetę („jutro nie będę miała na to czasu, przecież muszę zawieźć deklarację”), wyczyściłam dokumentnie kocioł CO („w takim brudnym będzie się źle palić”), zapaliłam („w zimnie źle mi się będzie rozliczać faktury”), pozbierałam rozsypany przed domem węgiel („no tyle czasu to leży i nie mogę się zabrać, trzeba to wreszcie zrobić”), pozbierałam w sadzie orzechy („bo szkoda, żeby tak leżały”), podlałam wszystkie kwiatki („bo…” ;)), ugotowałam dwudaniowy obiad i deser, pozmywałam po obiedzie, zamiotłam cały dom, nastawiłam pranie, zebrałam z suszarki poprzednie, poukładałam kolorystycznie, aż wreszcie usiadłam i doszłam do wniosku, że nic już nie wymyślę chyba, więc czas na serio przysiąść do tych 114 faktur 😉

Ale od czego się jest Marisellą, no doprawdy… Ja? Ja nie wymyślę? Pewnie, że wymyślę!

Mogę przecież wrzucić do Kopalni jakieś nowości, prawda? Ha! 😀

Oto więc na butikowych półkach pojawiło się kilka par nowych kolczyków w pudrowym różu jako motywie przewodnim 🙂 Do ich zrobienia natchnęła mnie prośba Kasicy, która zapragnęła kolczyków pasujących do tej oto kiecki:

Kasicowa kiecka

Jak nic, pasował mi do niej idealnie odcień Vintage Rose z palety Swarovskiego, ewentualnie z pobłyskującą tu i ówdzie zielenią Olivine lub intensywną fuksją. Po dłuższej posiadówce gotowe były więc takie kolczyki:

Kolczyki Fuchsia - srebro + kryształy Swarovskiego

(dostępne tutaj)

Kolczyki Gallica - perły i kryształy Swarovskiego oraz srebro 925

(o tutaj)

Kolczyki Rosaceae - kryształy i perły Swarovskiego oraz srebro 925

(tu tu)

Kolczyki Rosidae - Swarovski i srebro

(tutaj)

Kolczyki Minutifola - Swarobski i srebro próby 925

(tu)

Kolczyki Vintage Geometry - Swarovski Vintage Rose i srebro

(i tu)

Wprawdzie już na etapie ich tworzenia wiedziałam, że to nie będzie nic, co by Kasicy pasowało, bo ona preferuje krótkie i pękate, a tu jak bum cyk cyk, wyszły same długie i smukłe, ale nic to, jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa 😉 Sprowadziłam duże fuksjowe kule, z których mam plan zrobić krótkie i pękate gronka. Stay tuned 😉

A teraz czas pomaszerować ku deklaracji, trzymajcie kciuki, żebym wytrwała w postanowieniu 😉

PS. Zdjęcie Kasicowej spódnicy pochodzi zapewne z katalogu producenta, ale ponieważ marisella jest modowo w ciemię bita, zupełnie nie wie do kogo linkować 😉

Related Posts

2 komentarze o “Pudrowy różyk czekać nie może :)

  1. Tjaaaaaaaaaaaaa, najcięższy przypadek jaki znam!

  2. Ewa pisze:

    Mari, jak zawsze cudnie się Ciebie czyta. Co do tego Vatu i innych terminów, to ja jestem skrajnym przypadkiem: wszystko mam przed czasem. No, ale taka solidność też jest męcząca: przed zaśnięciem przemyśliwuję czy aby wszystko zrobiłam, czy o czymś nie zapomniałam. A co do kolczyków: wszystkie są BOSKIE!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *