Marisellowy żywot wiejski..., Od ekshibicjonistki...

Zima, czyli biżuteryjnej pracy aspekty mniej znane ;)

zima

Śnieg za oknem zawsze zmienia wiejskiej biżuteryjce plan poranka. Wiejskiej biżuteryjce Mariselli zwłaszcza. Widząc za oknem sypialni biel na dachu sąsiada można być pewnym, że swój własny osobisty ganek ma się zasypany totalnie wraz z podjazdem aż po główną drogę. Która też jest zasypana.
😉

Ciut śnieżku

.

Jako człowiek pogodzony z losem, uzależniony przy tym od Pana Listonosza Henia, który regularnie parę razy w tygodniu przed dziesiątą przynosi mi materiały do pracy,  zwlekłam się z wyrka próbując obudzić w sobie cały swój optymizm i radość życia w rodzaju „Oh, jak pięknie i biało”. Rzuciłam nawet śpiewnie do kotów „Patrzcie, futra, śnieżek spaaadł!”, na co one, otwierając góra po jednym oku i przeciągając co najwyżej po jednej łapie, nie wychyliwszy się jednak nawet na milimetr spod kołdry, spojrzały na mnie jak na czuba i, dam głowę, zaczęły się zastanawiać, czy miskę w związku z tym nadal będą miały pełną, czy może tu też należy się spodziewać poważnych odchyłów od normy 😉

Co jednak trzeba, to trzeba, bo listonosz dotrzeć musi, a po śniegu zapylał nie będzie. Zanurkowałam więc do piwnicy po moją ulubioną łopatę, bo przez ostatni rok, zupełnie doświadczeniem nienauczona, nadal nie kupiłam sobie szufli, i wyszedłszy na podwórko pomyślałam przelotnie, że cała ta zima to by jeszcze nie była taka zła, gdyby było choć kilkanaście stopni cieplej i nie waliło śniegiem 😉

Za śnieg się jednak zabrałam – odmachałam ścieżkę aż do drogi głównej, żeby Pan Henio Listonosz miał jak przejść. Uwzględniłam nawet, w którym miejscu zazwyczaj parkuje, żeby nie musiał wysiadać w zaspę i butów potem otrzepywać. Wracając strąciłam jeszcze śnieg z furtki, żeby mu nie spadł na rękawy, jak będzie otwierał, bo to denerwujące i doszedłszy do ganku zgarnęłam śnieg także z niego, odkrywając tym samym beżowe płytki, z tych co to jesienią stoją w Obi po 12,99 zł za metr kwadratowy, a które właściciele kupili nie bacząc na ich własności, po czym położyli, wybyli do Stanów, a teraz pewno zrywają boki myśląc o tych wszystkich nieszczęśnikach, którzy na owych płytkach wyrżnęli orła i składano ich na najbliższym SORze. Jestem święcie przekonana, że istnieje do tego celu specjalna gorąca linia USA <-> Ortopedia Szpitala w Proszowicach.

Nie ze mną jednak te numery, nikt mi listonosza na odległość łamać nie będzie, bo mi listonosz przed Świętami szczególnie potrzebny, a po Świętach to już w ogóle, choć niech chwilowo tajemnicą pozostanie – dlaczego 😉 Brodząc więc po łydki w śniegu, który szczelnie wypełnił już moje robocze drewniaczki, przemoczył skarpetki i wdarł się pod nogawki spodni dresowych, udałam się do garażu po gumową matę, którą zmyślnie rok temu nabyłam, samodzielnie fiknąwszy na schodach po raz pierwszy 🙂

Ułożyłam gumę elegancko przed drzwiami, które naturalnie przestały się wtedy otwierać, bo przecież za pięknie by było, gdyby szparka pod nimi była odpowiedniej wysokości 🙂 Wymóżdżyłam jednak szybciutko jak ja to w zeszłym roku zrobiłam, że działało, przestawiłam matę, uklepałam, wygłaskałam, z drzwiami poważnie pogadałam i siup, gotowe.

Z dumą spojrzałam na utorowaną Panu Listonoszowi Heniowi drogę do domu mego, przeanalizowałam, że przeszkód już żadnych nie ma zupełnie: śnieg odgarnięty, łopata po drodze na połamanie nóg nie pozostawiona, furtka otrzepana, otwarta, niezamarznięta, chodzi z łatwością, ganek odśnieżony, mata położona, drzwi jedne odkluczone, drzwi drugie odkluczone, wszystko wręcz idealnie i podziwem napawająco 🙂

Po czym dotarło do mnie powolutku, baaardzo powolutku, że wszystko to bardzo pięknie, ale że… w sumie to ja przecież dzisiaj akurat nie czekam na żadną przesyłkę 😉 😉 😉

Related Posts

12 komentarzy o “Zima, czyli biżuteryjnej pracy aspekty mniej znane ;)

  1. Małgorzata pisze:

    Mari ja to do Ciebie chyba mojego lubego wyślę 🙂 On czeka na śnieg jak na zbawienie, 2 szufle i 1 łopatę w garażu trzyma i tylko czeka na zamiecie ( a mieszkamy w bloku ;)) To wszystko dla „przyjemności” odśnieżania wjazdu do garażu, chodnika a najchętniej i całej ulicy ( gdyby się tylko dało i sąsiedzi nie patrzyli dziwnie ) 🙂

    1. marisella pisze:

      Ja Ci powiem, też względnie lubię odśnieżać, ale pod warunkiem, że w umiarkowanych ilościach i najchętniej jeśli nie muszę 🙂 A jeśli muszę i to rychlutko, nawet mając coś innego pilnego do roboty, to już niekoniecznie jest mi to na rękę 🙂
      A Lubego przysyłaj, ja myślę, że tu mu się roboty znajdzie pod dostatkiem 😀 Jak by mi sad odśnieżył na przykład, to bym miała do malin dojście 😀

  2. Kasia pisze:

    Kurcze to wygląda jak jakiś stok w górach :). Wcale się nie dziwię, że śmieciuszki otworzyły tylko po jednym oku.

  3. Teresa pisze:

    Nieee….no Ciebie można łyżkami jeść….na poprawę humoru. A miałam parzyć sobie herbatkę z melisy…no i już nie muszę 🙂

    1. marisella pisze:

      Ha! I w ten oto sposób życie kolejnej melisy ocalone! 😉

  4. Tobatka pisze:

    Ach, uwielbiam Twoje pióro (eeee, tudzież klawiaturę). I choć nie zazdroszczę śniegu (ha, ja nawet pół milimetra jeszcze nie mam, póki co tylko szybki w autku skrobię, odgarniać jeszcze nic nie muszę 🙂 ), to jednak cieszę się, że tam u Ciebie spadł, bo dzięki temu post ten się pojawił i uśmiech na mą paszczękę wypłynął 🙂

    1. marisella pisze:

      Czyli, jak to kiedyś jedna wtedy-jeszcze-nie-znajoma biżuteryjka stwierdziła przeczytawszy o moich przejściach z wanną i łazienką: „Nie wiem co doradzic, ale jakbys miala znowu jakies problemy, to przepraszam, ale z checia poczytam” 😀 😀 😀

  5. Jola pisze:

    Ojej ile śniegu! W Wielkopolsce kompletnie brak,
    pognałam dzisiaj na pocztę (awizo w skrzynce więc pewnie z Kopalni)i nic nie mam dzisiejsze awizo wydawają dopiero jutro a ja już nie mogę doczekać się na moje pierwsze kolczyki od Pani

    1. marisella pisze:

      Hihi, to ja tym bardziej się nie mogę doczekać, co Pani na te pierwsze kolczyki (i wisiorek!) ode mnie :)))) Mam nadzieję, że paczuchę uda się odebrać jak najszybciej, a zawartość będzie się Pani podobać :))))

  6. Jola pisze:

    i wisiorek-dziękuję:)

  7. Joanna pisze:

    hmmm..rozpoznalam tam cos..A tak wogole to wyglada to prawie jak Alaska… Jednak nie zazdroszcze, bo ja jeszcze nie lubie sniegu, mimo iz upaly tutaj mnie dobijaja.. Ze tez Ty jeszcze masz czas czas pisac i odsniezac, przy udzielaniu sie tak zawziecie .. Mariselu droga, wiadomosc napisalam, bo chce sie dowiedziec jak mam Ci dostarczyc te moje koralikowe serducha. Czy mam przysylac jak w Polsce bede??? Dowiezc?
    Tak wogole to pozdrawiam serdecznie jeszcze stad.
    Ciepla nie przesylam, bo nie chce Cie utopic..

    1. marisella pisze:

      Joasia – dawaj, dawaj to ciepełko, przygarnę w każdej ilości i powódź mi niestraszna 😀 Domek ciut na górce, to samo spłynie pod wiejską remizę. Strażakom się woda w sam raz przyda 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *