...i inne opowieści dziwnej treści :), Od ekshibicjonistki...

Przyszła baba do lekarza…

kulanko

… do ortopedy, z gipsem na nodze i skręconym kolanem pod tym gipsem.

Doktor zerknął z powątpiewaniem na sfatygowany bandaż, który prezentował się tak, jakbym go z rok nosiła, a nie tydzień zaledwie 😉 Próbowałam zrobić minę, która wszystko by tłumaczyła, ale obawiam się, że nie bardzo mi to wyszło.

Lekarz przystąpił więc do oględzin. Widok szczególnie atrakcyjny nie był, bo tylko lekkie spuchnięcie. Nigdzie nie widać ran ciętych ani postrzałowych, żadnych wystających kości, wychodzących flaków. Nuda, panie!

– A co to się Pani stało w tę nogę?

– Podczas zajęć z tańca instruktor stwierdził, że na pewno dam radę tę drugą podnieść wyżej no i coż… nie dałam rady.

– I co się z tą stało?

– Tego własnie nie wiem. Ponoć nie złamana, tylko jak ta druga się podnosiła, to w tej poczułam, jakby mnie ktoś od tyłu kopnął w kolano i upadłam, bo kolano się samo ugięło. A potem czułam, jakby mnie w tym kolanie gigantyczny skurcz złapał, ale to chyba mało możliwe…

– Aha. To znaczy chrupnęło i puściło?

– Nie, nie, nie chrupnęło. Tak bardziej jakby kliknęło, ale to później, jak próbowałam wstać i trzymać prosto.

– Raz kliknęło?

Zamyśliłam się intensywnie, przywołałam wspomnienie i policzyłam kliknięcia. Dużo tego nie było 😉

– No raz kliknęło, bo potem to już tak bardziej szurnęło niż kliknęło.

– A to było słychać?

– Kliknięcie czy szurnięcie?

– Kliknięcie…

– No ja słyszałam, ale czy inni to nie wiem, jakoś nie pytałam…

– A to szurnięcie?

– No w sumie też.

Wzrok lekarza wskazywał, że już wie, że ma czuba w gabinecie, ale mimo to wykazywał się stoicką cierpliwością. Pani pielęgniarko-sekretarka natomiast profilaktycznie wyszła 😉

– A jak kliknęło, to to było jedno kliknięcie tam i z powrotem?

– Nie, raczej tylko tam.

– Czyli z powrotem szurnęło?

– Nie, nie, szurnęło w tę samo stronę, co kliknęło. Nic mi jeszcze od tamtej pory nie odkliknęło ani nie odszurało.

– A potem jeszcze Pani tak klikało?

– Tego dnia już nie, ale kliknęło potem jeszcze dwa razy w piątek, raz w poniedziałek i raz w środę szurnęło jak się na tej nodze oparłam.

– I nie odkliknęło?

– I nie odkliknęło.

Lekarz się zamyślił mocno jakby podejrzewał mnie o kłamstwo, bo jak to tak bezczelnie, żeby kolano kliknęło i nie odklikało. Skandal!

Spróbował więc od innej strony:

– Proszę się przejść w takim razie.

Przejść to trochę dziwnie brzmiało w gabinecie o długości góra 1,5 metra, więc uświadomiłam doktorowi, że na takim dystansie to ja pełnej prędkości nie rozwinę, niech na to łaskawie wzląd weźmie, a następnie przekuśtykałam w obie strony.

– I teraz Panią boli?

– Jak fiks!

– A gdzie Panią boli?

– Tu, tu i tu. I trochę tu.

Popatrzył na mnie, jakby myślał, że zgaduję.

– Tu Panią boli?!?

Wyglądał, jakby powątpiewał, więc musiałam go skutecznie upewnić i rozwinąć argumentację.

– Tak Panie doktorze, tu mnie boli z całą pewnością. Trochę mniej niż tu i niewiele bardziej niż tu. Gdybym miała uszeregować te miejsca pod względem natężenia bólu, to pierwsze byłoby to, potem to, a potem to. A to tu gdzie to, bo boli tak samo, tylko trochę inaczej.

– Ahaaaaaa…

Nie wiem czy doktor mi uwierzył, ale wyglądał, jakby zapragnął nagle skończyć pracę na dziś 😉

– No to niech mi Pani jeszcze kucnie.

– Nic z tego.

– ???

– Nie da rady, bo mam sztywne.

– Co Pani ma sztywne?

Hehehe… bardzo śmieszne 😉

– Kolano.

– To proszę kucnąć ile Pani da radę.

Drgnęłam o milimetr w dół.

– Juuuuż!

Doktorzałapał chyba o czym mówiłam, uśmiechnął się i skierował mnie na leżankę. Wgramoliłam się z pewnym trudem, za to bez grama gracji, i poddałam badaniu USG, które nie wykazało nic, bo…

– O, tu Pani ma krwiaka jak pieron.

I proszę, są lekarze, co do człowieka po ludzku mówią. Jak pieron to chyba słabo wpisuje się w medyczną terminologię, ale przynajmniej daje pewną orientację, czy się umiera czy jeszcze nie.

– Zrobimy punkcję.

Już miałam zaprzeczać, że nie nie, w sumie to ja się czuję całkiem dobrze i zupełnie nic mnie już nie boli, ale Pani sekretarko-pielęgniarka zmaterializowała się z jakimiś mało zabawnymi akcesoriami i zajarzyłam, że to chyba nie było pytanie. Punkcja, mniam, jak ja to lubię…

– Nereczkę proszę!

O co to, to nie!

– Panie doktorze, wolałabym jednak kolanko, nereczki mam w porządku…

Doktor wyczuł moją miłość do wkłuwania wielkich igieł w ciało, ale ani trochę go to nie zraziło i kontynuował przygotowywanie sprzętu łącznie z fistaszkowatą miseczką metalową. Aha, nereczka. Zakumałam poniewczasie 😉

Zrobił co miał zrobić, wypisał recepty, poinstruował co, czym i jak często oraz oświadczył uroczyście:

– Ściągnęliśmy 150 ml krwiaka, więc proszę próbować chodzić już bez kul i…

Tu mocno się zawahał, jakby nie wiedział, czy na pewno chce to powiedzieć:

– …i przyjść pokazać się za tydzień.

No tak, nie dziwię się. Sama bym się na jego miejscu zawahała 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *