...i inne opowieści dziwnej treści :), Od ekshibicjonistki...

Poważna sprawa!

wyb

Nie zastanawiałyście się czasem, jak to jest budzić grozę w ludziach? W książkach się często czyta, że czyjeś spojrzenie zmraża ludzi, że powoduje truchlenie wszystkich wokół, że jest hipnotyzujące, przerażające i w ogóle 😉 No i człowiek się potem zastanawia, jak też by to miało wyglądać, bo jako żywo, niczyj wzrok we mnie w życiu strachu nie wzbudził, nawet licealna Pani od Matematyki jakoś mnie swoim nie rozkładała na łopatki, choć faktycznie, jak ona popatrzyła, to wiele osób tężało 😉 (i z tego co wiem, kolejne pokolenia doświadczają tego samego ;))

Pod moim spojrzeniem też jakoś ludzie nie zastygają z przerażenia, muszę przyznać, choćbym nie wiem jak długo wcześniej ćwiczyła 😉 No nic z tego, nie działa. A w każdym razie nie działało do niedawna, hłe hłe hłe 😉

Bo w niedzielę…

W niedzielę około godziny 20.30 wpełzłyśmy z mamą do lokalu wyborczego, na który co jakiś czas zamieniają pobliskie przedszkole. Ja wprawdzie nie uważałam, żeby przychodzenie tak wcześnie było najlepszą decyzją, bo latami pracowałam na reputację tej, która za każdym razem wpada na wybory zziajana i pozbawiona oddechu na pięć minut przed zamknięciem przedszkola. Najczęściej bez długopisu 😉 No ale że akurat byłyśmy w pobliżu wtedy, a nie później, to już ustąpiłam. Niech tam, moja strata. Poświęcę się 😉

Weszłyśmy więc, niespóźnione, niezziajane, z długopisami w łapach, skręciłyśmy ku salce jadalnej, gdzie się cały majdan za każdym razem rozkłada i lustrujemy sytuację wzrokiem, tym co to właśnie nigdy przecież przerażenia nie budził 😉 Państwo na ochotnika zarządzający wyborczym bałaganem, spojrzeli na nas, jakby nas chcieli obrazić, a atmosfera ogólnie była dość gęsta. Patos unosił się dookoła, a wszechobecna powaga wyparła z powietrza azot 😀 I wiecie… nie no, ja nie neguję – wręcz przeciwnie – ja rozumiem, że wybory to sprawa poważna, serio. Chodzę na każde, w każdym razie odkąd dostałam nauczkę i gdy raz jeden nie poszłam – prezydentem został Kaczyński 😉 Teraz nie opuszczam już żadnych 😉 No ale ja nie o polityce tu chciałam.
No więc właśnie – ja traktuję poważnie wszystkie głosowania, łącznie z tymi, kto dziś zmywa i wiem, że koszystając z mojego obywatelskiego prawa mogę wyrazić swoje preferencje co do tego, kto nam będzie w mieście przez najbliższy czas rozpierduchę robił. Ale wiecie… Bez przesadyzmu.

Jak wchodzę głosować i widzę trójkę ludzików nabożnie pochylonych nad stosem ksiąg i karteluszek, siedzących na krzesełkach po 25 cm wysokości każde, na dywaniku przedstawiącym miasteczko pełne ulic i przejść dla pieszych, otoczonych girlandami bibułowych liści w jaskrawym różu, a do tego na tle wieszaczków z workami na mini kapcioszki, to jednak jakoś nie potrafię podzielać ich świętej powagi 😀 Po prostu 😀 A z kolei nie rozumiem dlaczego w lokalach wyborczych (w każdym razie w tym mnie znanym ;)) zawsze panuje taka atmosfera, jakby zaraz miano wszystkich obecnych wymordować z zimną krwią i absolutnie bez powodu. Uśmiech jest tu normalnie nie na miejscu!

No więc ja, jak to ja, bardzo trudno powstrzymuję się w opisanych okolicznościach od parskania śmiechem i niestety rechot przechodzi mi dość opornie 😀 Ale ostatnim razem wspięłam się na wyżyny swoich mozliwości i podeszłam do sprawy zupełnie poważnie. Na serio. Zero uśmiechu, prosta jak struna, strój galowy, adidasy wypastowane. I arcypoważna poczłapałam z dowodem w dłoni do arcypoważnego pana po lewej, który mial napisane na arcyważnej tabliczce, że zajmuje się ludzikami z mojego osiedla. Arcypoważnym tonem mówię mu więc:

– Dobry wieczór, tu ponoć można jakieś bony na dowód osobisty odebrać, po jednym na osobę…

Pan spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o czym mówię. Krętacz.

…i ponoć jak się bona dostanie, to można złożyć autograf w takiej dużej książce pamiątkowej – podpowiadam mu zatem z porozumiewawczym mrugnięciem okiem.

Pan pobudził szare komórki do intensywnej gimnastyki i pyta mnie z miną Huberta Urbańskiego:

Czy chodzi Pani o kartę?

Przewróciłam oczami i kiwnęłam głową. Bon czy karta, zwał jak zwał… Wzięłam co dali i udałam się w kierunku miniaturowych krzesełek przy miniatuowych stolikach, za wielgachnymi parawanami, mamrotając po drodze w kierunku mamulki:

Nie wiem co to za porządki, ale żadnych bonów tu nie wydają, już chyba za późno… Dostałam już tylko jakąś ulotkę, ale z grafiką to nie poszaleli i treść też raczej uboga.

Państwo komisyjni popatrzyli na mnie jak na czuba i miałam wrażenie, że za moment wezwą fachową pomoc z pobliskiego szpitala 😉 Mimo to powagę zachowałam, a jakże, wybory to przeca nie jakieś tam śmichy-chichy. Zgarnęłam więc mamę, która przyszła tylko towarzysko, bo głosowała już wcześniej, mówiąc do niej konspiracyjnym tonem:

Dobra, chodź sobie usiądziemy na chwilę tu za tym parawanikiem, bo coś czuję, że ktoś mnie tu ŚLEDZI WZROKIEM.

Na to wszystkie cztery głowy komisyjne się odwróciły ode mne 😀 Gdyby nie to, że byłoby to nie na miejscu, zapewne skierowałyby się na trzy-cztery ku górze i zaczęły niewinnie pogwizdywać. Tymczasem póki co poprzestały na obserwowaniu z zapartym tchem żarówiastych liści w lila-różu i podziwianiu wyklejanych plasteliną obrazków z okolicznościowymi orzełkami 😉

W tym czasie ja pozwoliłam sobie wykaligrafować elegancki krzyżyk w jednym z przygotowanych do tego celu miejsc, wstałam, przeciągnęłam się dyskretnie i mówię do mamy, która powoli przestawała się do mnie przyznawać:

– Nie wiem już sama… to tu trzeba było coś wypełniać na tego bona? Bo ja to już z nudów porysowałam sobie  trochę na tej karteczce, ale niezbyt mi to wyszło, więc tylko wyrzucę te bazgroły do kosza i możemy iść do domu…

Pan w komisji, gdyby tylko potrafił, wyteleportowałby mnie wzrokiem na pierścień Saturna, obojętne który 😉 Postanowiłam więc już dłużej nie nadwątlać zasobów jego cierpliwości, bo faktycznie gotów wysłać mnie do czubów. Jeszcze tylko na odchodnym nie mogłam sobie odmówić wymamrotania pod nosem, zupełnie od niechcenia, uwagi do mamy:

– Ciekawe, że wszystkie te super promocje z bonami i gratisami to się zawsze tak szybko kończą, że nim człowiek przyjdzie, już nic dla niego nie ma… Oszukaństwo…

😀 😀 😀

Szanowni państwo komisyjni przez cały ten czas (podziw!) nie dali się rozśmieszyć i mam wrażenie, że gdy wychodziłam, sami do końca jeszcze nie wiedzieli, czy to wszystko to było na serio czy jednak nie do końca 😉 Widać dość przekonująco wypadam w roli wariatów 😉

Za to w tę niedzielę, gdy tylko skręciłam do przedszkolnej jadalni i wzrok mój padł na mojego ulubionego Pana komisyjnego (czy ten skład się nigdy nie zmienia?), a usta wykrzywiły mi się w złowieszczym (hłe hłe hłe) uśmiechu, zobaczyłam w jego oczach lekkie przerażenie, przez moment nawet wolę walki, a zaraz potem pełną rezygnację. Pan jednak widać po ostatnim razie przeszkolił się w temacie postępowania z czubkami, którym jeszcze nie odebrano praw wyborczych,  i nie wykazywał najmniejszego zdziwienia, gdy pytałam go, co to za losowanie właściwie, jakie są nagrody i kiedy będzie wiadomo, kto wygrał 😉

Twardziel 😉

Wybory(zacny obrazek powyżej pochodzi ztego bloga, który znalazł mi się gdzieś kiedyś przypadkiem)

6 komentarzy o “Poważna sprawa!

  1. Monika pisze:

    Córa mię podpytuje z czego tak chichram 🙂
    Ale fajowy macie lokal 🙂 Pozazdrościć 🙂

  2. Mirosława pisze:

    Dawno sie tak nie uśmiałam,szkoda ze tego nie widziałam

    1. admin pisze:

      Nic straconego – u nas będzie jeszcze druga tura 😉 Zawsze możesz się zaczaić w przedszkolu. Jak odpowiednio skutecznie zastygniesz w oczekiwaniu, to nikt Cię zapewne nawet nie zauważy 😉

  3. Magda pisze:

    Popłakałam się ze śmiechu!

  4. justinehh pisze:

    dobre 🙂

  5. Jaga_1214 pisze:

    boszzzz, ja kiedyś siedziałam w takiej komisji wyborczej…. ale myśmy z nudów kawały sobie opowiadali 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *