...i inne opowieści dziwnej treści :), Od ekshibicjonistki...

Druczki pocztowe na wagę złota

druczek_pocztowy

Na jednym z forów, budząc we mnie wspomnienia ;), wyszedł ostatnio temat druczków pocztowych – jak to wygodnie brać sobie je zawczasu z urzędu i wygodnie wypełniać w domu. Nie sposób nie przytaknąć, ale… trzeba mieć jeszcze skąd te druczki wytrzasnąć 🙂

Ja Wam powiem, że z poczt krakowskich, z których do tej pory korzystałam (a było ich ze 20) tylko w jednej spotkałam się z tym, że nie skąpią druczków na paczki czy wartosiowe albo niebieskich nalepek-priorytetów (czyli ogólnie – naklejek tak pilnują jak oka w głowie :D), co więcej – obsługa jest miła i szybka, babki pomocne i uśmiechnięte, choć poczta maluteńka (chodzi mi o pocztę przy pl. Wszystkich Świętych). Normalnie raj na ziemi. Tam wysyłałam parę lat temu po kilka-kilkanaśie paczek co dwa dni (tę pocztę miałam blisko uczelni) i jak poprosiłam o druczki na zapas, to dostawałm taki kilkucentymetrowy plik, a naklejek priorytetów tyle, że do portfela nie szło zmieścić. Do tej pory tak jest, ale bywam tam już tylko raz na ruski rok.

Wszędzie indziej… masakra. Najciekawsze przejscia miewałam z nadawaniem paczek na poczcie blisko domu. Jak już wyjaśniłysmy sobie z Paniami (przy pomocy wzywania naczelnika, czekania na niego 1h blokując jednocześnie okienko, przywołując treść wszsytkich istniejących regulaminów i ustaw :)), że tak, można nadawać paczki w kopertach bąbelkowych, tak, mogą to być duże koperty (pamiętajcie, że to było parę lat temu, kiedy koperty bąbelkowe były jeszczeuznawane za dzieło szatana przez panie okienkowe), że tak, ciężar może być rozłożony ciut nierówno, po tym wszystkim naszedł czas na wojnę o druczki.

No bo tak:  zachodzę sobie do urzędu, mam 9 paczek i 9 wypełnionych druczków (dostałam je na tej „dobrej poczcie”). Nadałam paczki i proszę o parę druczków. Pani spojrzała na mnie jakby mnie chciała obrazić i od niechcenia podała mi druczki. Tyle ile chciałam, dokładnie. Parę, czyli dwa 😀  Odpuściłam.

Następnym razem przyszłam, taszcząć kolejne 10 paczek i 10 druczków (dalej zapas druczków z pierwszej poczty) i po wysłaniu proszę, nauczona doświaczeczniem, o KILKA druczków. Dostałam. Mhm. Kilka, czyli parę, czyli dwa. Lekki w****, przyznam, ale zachowałam cierpliwość 🙂 Przyszłam kolejny raz, znów kilka paczek i tyle samo druczków. Nadałam paczki i proszę, już taka niby sprytna, o dziesięć druczków. Na to Pani do mnie: Pani chyba oszalała, Pani ciągle tylko bierze i bierze te druczki.

Chwila konsternacji z mojej strony. W końcu się odzywam „No biorę, fakt, ale ciągle przecież też coś wysyłam”. A Pani z miną kontrolera skarbowego (powołania nie da się widać ukryć ;)): Ale co Pani sobie myśli, przecież ja widzę, że Pani ciągle przychodzi ze SWOIMI druczkami, a ode mnie wyciąga nowe!

Taaak… wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Rozgryzła mnie! Przecież ja mam w domu drukarnię lewych druczków, a od niej wciąż wyciągam oryginały! Jakby ktoś się zastanawiał, jak działa pralnia brudnych… druczków pocztowych, to własnie tak 😉 Oto ja, druczkowy fałszerz i manipulator! Nie zrażona jednak faktem odpowiadam Pani z cierpliwością, jakiej nie powstydzilaby się Superniania, że owszem, przychodzę z wypełnionymi druczkami, bo mam je z innej poczty, a kolejne chcę, żeby sobie wypełnić w domu przed kolejnym nadaniem. Pani jednak nie dała się zbić z tropu i stanowczo stwierdziła, że jej placówka to nie jest instytucja charytatywna i oni nie mogą druczkowego rozdawnictwa uprawiać, więc w ramach okazywania dobrej woli może mi dać (zgadnijcie ile?) ze dwa, ale na nic więcej mam nie liczyć. Hmm…

Nauczyłam się zatem, że skuteczny jest inny schemat działania i od tej pory przychodziłam na pocztę z druczkami wypełnionymi i schowanymi w plecaku. Przed nadaniem prosiłam o dziesięć druczków, a na pytanie Pani czy mam w takim razie dziesięć paczek do nadania, odpowiadałam uśmiechem nr 5 i dokonywałam okazania dzisięciu paczek. Wtedy wydzielone zostawało mi dziesięć druczków (strach się pomylić, bo jakby co, to na dodatkowy nie ma co liczyć!) i mogłam stanąć w kolejce. W kolejce oczywiście dziesięć pustych druczków chowałam i wyciągałam te wypełnione. Czułam się wprawdzie jakbym przychodziła z butelkami na wymianę przy okazji zakupu oranżady, no ale trudno, radzić sobie trzeba

A więc, drogie moje koleżanki-biżuteryjki, błogosławcie swoje poczty, w których druczki dają Wam garściami, bo zaprawdę powiadam Wam, nie wszędzie jest tak pięknie 🙂 A w chwilach zwątpienia wyobraźcie sobie, jakie przejścia miałam, gdy ważyłam się zacząć wysyłać listy polecone w PUDEŁKACH! (co za bezczelność!) i od razu będzie Wam weselej 😀


Related Posts

Jeden komentarz o “Druczki pocztowe na wagę złota

  1. Stefan pisze:

    Świetna historia 🙂
    Prowadząc swój własny sklep również mieliśmy podobne problemy – dlatego postanowiliśmy coś z tym zrobić.

    I zrobiliśmy – z grupą zaprzyjaźnionych programistów napisaliśmy program, który rozwiązuje problem druczków, ich pozyskiwania, wypełniania i nadawania przesyłek (rozwiązuje poniekąd – rzecz jasna).

    Recepta na sukces?
    1) podpisz umowę z Pocztą Polską,
    2) wykup usługę Firmowa Poczta,
    3) zacznij korzystać z Post Plus’a (http://postplus.pl)

    ad 1 – rozwiązuje problem sporów z placówką – wszelkie nieporozumienia można załatwić poprzez swojego opiekuna klienta który to we własnym zakresie „powalczy” z okienkowymi urzędnikami.
    ad 2 – rozwiązuje problem kolejek – po przesyłki przyjeżdża (w umówione dni tygodnia i o umówionej godzinie) kurier poczty polskiej .
    ad 3 – rozwiązuje problem pozyskiwania i wypełniania druczków – wystarczy zaimportować aukcje z allegro / sklepu internetowego i 3 kliknięciami zamienić je na wydrukowane druczki (na własnych kartkach a4).

    Jest jeszcze kilka korzyści – m.in. rabaty na przesyłki – ale o tym możecie poczytać na naszej stronie (http://postplus.pl).

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *