...i inne opowieści dziwnej treści :), Od ekshibicjonistki...

Co sąsiedzi powiedzą?

Zastanawiam się czasem, kiedy sąsiedzi, widząc mnie zimą wychodzącą z biżuteryjnymi popierdółkami, plikiem białych kartek i aparatem do ogrodu, wezwą sympatycznych panów, ktorzy będą chcieli mnie ubrać w koszulkę z ciut za długimi rękawkami 😉
Koszulka z za długimi rękawami
Po cichu liczę, że skoro tyle lat udało mi się przetrwać, to w tym sezonie też się jakoś wymigam 😉

W sumie sama czasem po sesji na śniegu, rozmrażając paluchy i grzejąc się przy malinowej herbatce, stwierdzam, że mi na mózg padło, ale powiem Wam szczerze – jak mam się w domu rozkładać z całym majdanem do robienia zdjęć wewnątrz (te wszystkie lampy, lampeczki, namioty bezcieniowe i ich namiastki, kalki, kartki i kij wie co jeszcze), pilnując, żeby żaden z kotów czegoś nie przewrócił, nie zniszczył, nie wskoczył, pies nie trącił, a wiatr nie zwiał, to ja serdecznie dziękuję, wolę wyjść na godzinę czy dwie na trzaskający mróz 🙂

Ze zdjęciami biżuterii w zimie jest zresztą zawsze tak samo – zerkam na termometr, widzę np. -19 więc stwierdzam, że no mowy nie ma, na takim mrozie nie focę, po prostu nie, na głowę nie upadłam 😉 Pół godziny szukam więc wszsytkich przyrządów do zdjęć, drugie pół szukam kotów i zamykam je każde w innym pomieszczeniu (bo razem tak się piorą, że futro leci ), pół godziny rozkładam stanowisko do focenia, pół godziny zbieram z niego pozostałości, bo akurat pies przechadzał się po domu i pootwierał drzwi, wypuszczając koty, które jak tajfun przeszły przez pokój siejąc zniszczenie. Kolejne pół godziny próbuję z odratowanych szczątków, kartek i innych cudów-wianków sklecić stanowisko-prowizorkę. Robię zdjęcia, wrzucam na komputer i stwierdzam, że są do niczego. Robię ponownie, wrzucam. No nie lepsze. Podejmuję trzecią próbę, ale przelatują koty, wszystko się ponownie rozpierdasza, i wtedy to przeważnie, po 4 zmarnowanych godzinach, wychodzi ze mnie mój wewnętrzy furiat, pizgam więc w kąt wszsytkimi lampami, szmatkami, tłami, pleksami, stwierdzam, że jeszcze na głowę nie upadłam, żeby w takich warunkach zdjęcia robić, biorę z drukarki białą kartkę, ubieram się jak na Syberię, wynoszę krzesełko, biżuty i w godzinkę wszystko mam obfocone, a zdjęcia są względnie akceptowalne.

W sumie najgorsze z focenia biżu na mrozie i śniegu jest, powiem Wam, przymarzanie biżutów do podłoża 😉 Ten naszyjnik na przykład przymarzł na amen i zdjęć w innym ułożeniu się mu zrobić nie dało 😉

Ośnieżona bizuteria

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *