Marisellowy żywot wiejski..., Od ekshibicjonistki...

Chwyt poniżej pasa!

pocztowoz

Poczta zrobiła mnie dziś w bambuko, ale tak totalnie. Tak normalnie z grubej rury. Bez pardonu. Ech… A miało być tak pięknie!

Ale ja się zemszczę! Zemszczę się i nie będę znała litości 😉

A o co chodzi? Ano….

Odkąd wyemigrowałam na wieś, chodzenie na pocztę zaczęło wymagać zdecydowanej zmiany nawyków. Koniec niestety z wychodzeniem ciemną nocą, na ostatnią chwilę, i z pędzeniem z wywieszonym jęzorem 😉 Urząd wprawdzie nie jest jakoś drastycznie daleko, powiedziałabym, że mogło być gorzej, ale hmmm… Zacznijmy od tego, że żeby go znaleźć posiłkowałam się najnowszą techniką, tj. satelitarną mapą googlowską, oraz metodami tradycyjnymi, tj. wiedzą rdzennych mieszkańców, a i tak było trudno (większość pytanych nie wiedziała, że w ich wsi w ogóle poczta jest 😉 No jak można nie wiedzieć, gdzie się ma pocztę, ja się pytam? przecież to podstawowa informacja, bardziej zasadnicza niż to, gdzie się ma lekarza, aptekę i całodobowy monopolowy ;))

Pomógł mi w zasadzie dopiero sąsiad albo jakiś inny tajemniczy odwiedzający. Wychodząc bowiem pierwszy raz na pocztę spodziewałam się jakichś przelotnych wizyt róznych osób, które miały wpaść tylko na chwilę po coś tam. Żeby więc nie waliły do drzwi do skutku, bo na skutek ów mogłyby dłuższą chwilę poczekać i kota mi za ten czas w nerwicę wpędzić, przylepiłam przy wejściu kartkę z napisem:

Wyszłam na pocztę. Wrócę ok. 30 minut po tym, jak uda mi się ją znaleźć.

Gdy wróciłam, pod spodem dopisane było ciut koślawie przez kogoś arcypomocnego:

Jest koło pasmanterii, po prawej.

😀 😀 😀 Czyż to nie wzruszające? 😉

Lokalizacja ta zresztą nie była całkiem od rzeczy zapisana, bo faktycznie trudno powiedzieć, że to pasmanteria jest koło poczty. Biorąc pod uwagę, że ta druga ma wielkość ubikacji w krakowskiej Ikei i wchodząc z plecakiem trudno się w niej obrócić bez robienia totalnej demolki, sami rozumiecie, że na kartce zpaisana była cała prawda 😉 Do tego poczta to przedziwna, bo czynna do 14.30, pracują w niej sami faceci, a naczelnik jest niewiele starszy ode mnie, czyli tak pod osiemnastkę 😉 i szczerze zaskoczył go fakt istnienia znaczków za 4,15 zł, a na prośbę o wystawienie faktury zrobił półżartem minę taką, jakbym mu chciała pół rodziny wymordować ze szczególnym okrucieństwem 😉 Jak słowo daję, jak tam wlazłam pierwszy raz, myślałam, że ktoś sobie ze mnie jaja robi 😉 Panowie są bardzo, bardzo mili i w ogóle, ale jednakowoż kapkę jakby… hmmm… niewdrożeni 🙂 (ale i tak ich lubię, serio!)

No dobrze, gwoli sprawiedliwości przyznać muszę, że ja też nie jestem łatwa we współpracy. Nie żebym przychodziła nieprzygotowana, co to, to nie – mam zawsze wydrukowaną książkę nadawczą, ponumerowane przesyłki, ułożone w kolejności i poważone, często od razu z naklejonymi znaczkami (albo przynajmniej wiem ile jakich znaczków mi trzeba i które gdzie trzeba nakleić). Ale za to, choćbym się nie wiem jak starała i spieszyła, na pocztę wpadam zazwyczaj na ostatnią chwilę i z obłędem w oczach 😉 Pierwszy raz do miejscowego urzędu wbiegłam za trzy wpół do (a do 14.30 czynne), takim pędem, że omal się o szybę okienka nie roztrzaskałam z gracją (jest zaskakująco blisko drzwi wejściowych, doprawdy! ;))

Pan się uśmiał jak norka i stwierdził, że nic z tego, bo worki już mają powiązane, zaraz przyjeżdża busik na odprawę i dziewięciu listów już nie przyjmą, mowy nie ma, a tego z zadeklarowaną wartością to już w ogóle nie, nie i jeszcze raz nie, bo nie mają druków. Błagalne spojrzenia, rozpaczliwe jęki i żebracze uśmiechy nic nie dawały, więc odpuściłam, ale jak już wychodziłam pokonana, Pan się jednak złamał i paczki przyjął, worki otworzył i tylko wartościowego nie dało się w świat puścić (tego wiecznego i wszechobecnego braku druków na wartościówki to ja nie zrozumiem chyba nigdy). Zostałam jednak stanowczo pouczona, że jak chcę coś wysłać, to mam się koniecznie i bezwzględnie stawić do 14.00, bo inaczej to bida z nędzą i nic z tego. Przytaknęłam ochoczo i z pełnym zrozumieniem, a następnie  uradowana w podskokach ruszyłam w drogę powrotną, ze szczerym zamiarem stawienia się nazajutrz punkt druga.

Co ja jednak poradzę, że mi nigdy nic nie wychodzi tak, jak sobie to planuję? Starałam się bardzo, ale jedyne, co mi się udało osiągnąć przy kolejnej wizycie, to zameldowanie się za trzynaście wpół do. Kolejnym razem było już trzynaście po, a kolejnym kolejnym – sześć po. Sami widzicie więc, że szło w dobrą stronę, aż tu nagle dziś chciałam wziąć naczelnika z zaskoczenia i zjawiłam się za dzisięć! Ha! 🙂

Energicznym krokiem i niesłychanie z siebie dumna dotmaszerwoałam dziarsko do poczty i z  impetem szarpnęłam za klamkę. Bez efektu. Cofnęłam się dwa kroki i zerknęłam, o co tu w ogóle chodzi. Remont jakiś czy co? Bo zamknięte na cztery spusty! Wprawdzie naczelnik się odgrażał kiedyś, że następnym razem mnie nie obsłuży jak przyjdę po czternastej 😉 ale po pierwsze, przyszłam przed, po drugie, to już trochę przerost formy nad treścią 😉 Nie musiał być aż tak dosłowny 😉

Zakukałam więc przez przykurzone okna, obadałam uważnie ogłoszenia, patrzę, czytam, analizuję i jest – nowy rozkład jazdy urzędu. Od poniedziałku do czwartku czynne od 8 do 12, w piątki od 12 do 16… W weekendy, rzecz jasna, nieczynne.

Noż… czad! Istny! Przecież to niemal środek nocy jak  dla mnie! Będzie sobie trzeba normalnie i regularnie budzik nastawiać! 😀 Jak słowo daję, tylko patrzeć, a otwarte będzie już w ogóle tylko godzienę dziennie, i to jeszcze o losowej porze! Z półgodzinną przerwą na posiłek 😉 I codziennie inaczej, żeby się człowiek, nie daj Boże, nie przyzwyczaił i żeby mu się nie udało utrafić 😉

Naczelnik musi teraz ze mnie zdrowo brechtać 😉 Nie mógł mnie zmusić, żebym przychodziła przed czternastą, to teraz będę śmigać o jedenastej 😉

Listonosz ;) (zdjęcie ze strony rowery.zbooy.pl/)

Related Posts

12 komentarzy o “Chwyt poniżej pasa!

  1. heurek pisze:

    O, to witaj w wiejskim świecie dziwnych nawyków 🙂 Rozkład jakby całkiem zerżnięty z mojej szanownej poczty. Do wszystkich dziwactw można się jednak przyzwyczaić 😉

  2. No, uśmiałam się 😀 😀 😀

  3. Halina pisze:

    Historyjka, jak z czasów głębokiego komunizmu, no i wreszcie rozumiem, czemu dotąd nie dotarła do mnie przesyłka 😉
    A ilustracja przednia (chyba to mój ulubiony Raczkowski).

  4. Karmazynowy Kamyk pisze:

    Obśmiałąm sie jak norka… Jak zwykle z Twoich opowieści… Napisz proszę książkę, jakiś zbiór historyjek możliwych i niemożliwych… U moich rodzicó też poczta jest tak dziwacznie otwarta, a kiedyś przez rok była zamknięta całkiem, bo uznali, że się nie opłaca, a że do najbliższej 15 km… No cóż…

  5. Magda pisze:

    Mari, przypomnij mi, to Ci na spotkanie trochę druczków przywiozę 🙂 Mnie dla odmiany panie zaopatrzyły w zapas na ok. 5 lat 🙂 Przynajmniej pobraniówek (a i tak wzięłam połowę z tego, co mi proponowały 🙂 )

  6. Jagoda pisze:

    nie martwcie się- będzie lepiej!- nie tak dawno podano informację, że poczta likwiduje jakąś masakryczne dużą liczbę placówek- w trosce o klienta rzecz jasna, bo jak wyjaśnił genialny pan od PR przecież to oczywiste, że będzie wśród placówek większa rywalizacja o klienta, więc jakość usług się poprawi! Na własne uszy słyszałam, więc śpię spokojnie :-))

  7. Monika pisze:

    Bosko 😀
    Napisz książkę plizzzzz 🙂
    A swoją drogą to wielki świat skoro masz tam pasmanterię 😉
    Buziaki 🙂

  8. Agata pisze:

    no nie mogę! haha 😀 uwielbiam Cie czytać! 😀 Za dużo roboty dałaś biednym chłopcom ze swoimi licznymi przesyłkami, to sobie dzień pracy skrócili ;P

  9. Kasia pisze:

    Jaka szkoda, że u mnie taka zwyczajna poczta, czynna codziennie od 8 do 20. Buuuuuu…

    1. marisella pisze:

      Oj, tak mi przykro, naprawdę… To fatalnie! Tyle Cię omija, co za strata…

      Niebywałe, jakiego można mieć pecha, poczta do 20tej czynna, jakiż feler. I pewnie jeszcze działa w niej więcej niż jedno okienko? Mam nadzieję, że nie, bo to by już było dla Ciebie pewno nie do zniesienia!
      😉

  10. Jeanette pisze:

    Witaj,

    uwielbiam Twoj blog :)U mnie podobnie, mimo ze to dzielnica Warszawy. Poniedzialek, sroda i piatek od 12.30 do 18 a wtorek 8-12. Toz to jakies szalenstwo na tej poczcie sie dzieje. I cos mi sie wydaje, ze szykuja sie powoli, acz niepostrzezenie (codziennie znika jakas ilosc towaru w gablotkach) do calkowitej likwidacji filii. Pocieszenie zostalo tylko takie, ze to filia a nie oddzial, no ale coz, filia to filia, zawsze to blizej, szczegolnie, ze moj „ulubiony” listonosz nigdy nie zabiera sie z przesylkami. Wrrr!!!

  11. Agnieszka pisze:

    Poczta, pasmanteria, toż to metropolia!:) U mnie jest jeden sklep spożywczy, przystanek autobusowy (raz na 3 godziny coś jedzie, no, chyba, że to niedziela…), kościółek z plebanią (czytaj: centrum kulturalne) i dogorywające przedszkole (o ile jeszcze jest…). Najbliższa poczta, 5 km dalej, działa tak, jak u Ciebie, z pominięciem uprzejmej obsługi:/
    Pogłaszcz kocisko ode mnie,

    Klientka, marudząca o kolczyki z niebieskim koralem (jest może?:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *