kosz

Trackbacks and pingbacks

No trackback or pingback available for this article.

7 komentarzy

  1. się nazywa opowiadanko ze swadą:))) przeżyjesz, 2-3 dodatkowe wory postawisz obok kontenera i już!
    Odpowiedz
  2. Powinnaś ten swój żywot opublikować w formie książki ;)
    Odpowiedz
  3. Hmmmm popiół wyrzucasz do śmieci? Zgniłe cebule też? Nie pomyślałaś może o kompostowniku???
    Odpowiedz
  4. Kochana - nie zazdroszczę przepraw - ja mieszkam na wsi mniej zabitej, bo wywożą nam śmieci raz na dwa tygodnie, ale latem pilnuję tego terminu z powodów przez Ciebie wymienionych - wprawdzie po 2 tygodniach moje robactwo w szachy z Twoim nie wygra, ale na pewno w ciemię bite nie jest.... Ale zupełnie na marginesie napiszę - uwielbiam czytać Twoje opowieści na każdy - nawet gnijących śmieci - temat! Masz cudną lekkość pióra (klawiatury?) - zazdroszczę :)
    Odpowiedz
  5. :) heheheheh mam to samo :) i latem ja do kosza wyrzucać wora ze śmieciami po prostu nie chodzę...poszłam raz i jak otworzyłam to wypełzło to wszystko , śmieci wylądowały pod koszem a ja z piskiem uciekłam do domu bo najbardziej na swiecie boję się larwowatych pełzaków..., u mnie śmieciara jeździ w drugą środę miesiąca oczywiscie też raz w miesiącu, i zwykle jeździła wcześnie rano, mój luby zapominał wystawić a jak śmieciarka jechała i słyszałam ten charakterystyczny odgłos wytrząsania to leciałam w czym tylko byłam ( zwykle w nocnej koszuli lub halce) z tym koszem na ulicę powodując szczere uśmiechy panów śmieciarzy :) przeprowadziałm się rok temu na drugi koniec wsi, i tutaj jeżdżą zwykle po 17-stej, także teraz jestem ubrana przynajmniej :) Pozdrawiam!
    Odpowiedz
  6. W tym moim małym angielskim mieście w lato zastrajkowali śmieciarze, kubły stały pełne i po trzy miesiące, a śmieciary wypatrywało się jak zbawienia, lecąc sprintem po resztę śmieci jeśli się już śmieciarę widziało. A ile szczurów w mieście obrodziło, a jakie wielkie.... :)
    Odpowiedz
  7. Author
    lilavati - żeby ode mnie jeszcze chcieli takie luźne wory zabierać, ale skąd. Kontener i na tym koniec, ani pół śmiecia więcej ;) A składowania śmieci obok kontenera staram się ogólnie unikać ze względu na szczury i inne takie, które lubią się, szczególnie zimą, przypałętać do takiego wora z resztkami, do ktorego ewentualnie mają dostęp. Do worków pokuwetowych z kolei ściągają inne koty i rozgrzebują, więc też nie kładę okok kontenera, chyba, że tymczasowo i zamknięte w jakimś szczelnym pudle :) Pinki - o kompostowniku myślałam, ale postanowiłam o tym pomyśle czym prędzej zapomnieć, bo to zaiste kolejna robota, której bym sobie dodała, szczególnie, że to bardzo mały by był kompostownik, aż chyba niewart zachodu :) Takich organicznych śmieci mam nie za wiele, a jak mam więcej na raz (na przykłd po obieraniu owoców na przetwory itp), zawsze mogę załadować i wynieść do kogoś po sąsiedzku :) A popiół nie wiedziałam nawet, że się do kompostownika dorzuca, ale w sumie powiem Ci, że nie wiem, czy chciałabym, żeby coś, co potem jem, było podsypowane takim czymś, co z kotła po węglu wyciągam, bo ten popiół ani nie pachnie, ani nie wygląda dobrze :/ Tobatka - no ma się rozumieć, że nie wygra, moje ma dwukrotnie dłuższe szkolenie za sobą ;) Falling - u mnie jak już śmieciarę słychać, o ile w ogóle słychać, to znaczy, że już jest zdecydowanie za późno, żeby wybiegać w czymkolwiek albo i bez czegokolwiek ;))) Justinehh - znaczy nie tylko u nas takie dorodne ;) Chociaż, ja, odpukać, szczurów u siebie jeszcze nie widziałam (co nie znaczy, że ich nie ma, bo są z pewnością, jak to na wsi), co najwyżej myszki w sadzie i ogrodzie. No i w ganku, te, które mi koty regularnie przynoszą w ramach prezentowania, że pilnują domu :)
    Odpowiedz

Odpowiedz